Węgierskie złoto na polskim talerzu

Kiedyś była rośliną ozdobną, a nawet uznawano ją za truciznę. Ale węgierska inwencja kulinarna zrobiła z papryki podstawę kuchni.

Papryka trafiła do Europy w XV wieku, gdy Kolumb wróciwszy ze swojej wyprawy do Ameryki Południowej, przywiózł „pieprz”, który był ostrzejszy od tak wówczas cennego pieprzu kaukaskiego. Jednak na naszych stołach zagościła dużo później. Przez długi czas była uprawiana na półwyspie Iberyjskim jako roślina ozdobna, nawet twierdzono, że jest trująca. Pierwsi odważni okazali się Węgrzy, którzy odkryli jej ogromne walory smakowe. Na Węgry papryka najprawdopodobniej dotarła z Indii za pośrednictwem Turków, ponieważ pierwotna węgierska nazwa papryki to török bors („turecki pieprz”). Dziś nazywana „czerwonym złotem” charakteryzuje kuchnię węgierską. Bez aromatu papryki nie można wyobrazić sobie takich dań jak leczo, gulasz czy tokań (rodzaj ragoût). Zresztą papryce Węgrzy zawdzięczają nagrodę Nobla! W 1937 r. Albert Szent-Györgyi jako pierwszy wyizolował witaminę C, używając właśnie miejscowej papryki. Ogromną zaletą tego warzywa jest jego wszechstronność. Papryka wyśmienicie smakuje podawana na surowo w sałatkach, jako przekąska czy dodatek do potraw, mający nadać im pikantności. Ale jeść ją można również na ciepło – gotowaną, pieczoną lub grillowaną. Wyśmienicie sprawdza się w przetworach, marynowana w occie.

Oprócz walorów smakowych posiada również właściwości lecznicze. Czerwona papryka zawiera mnóstwo witaminy C, beta-karotenu oraz rutyny (wzmacnia odporność i chroni przed miażdżycą). Zielona jest sprzymierzeńcem osób dbających o linię (100 g to tylko 15–30 kcal). Z kolei żółta to bogactwo luteiny i zeaksantyny (składniki odpowiedzialne za eliminowanie wolnych rodników w siatkówce oka). Na uwagę zasługuje również to, że papryka – w przeciwieństwie do większości warzyw – nie traci walorów odżywczych podczas obróbki termicznej. Nawet sproszkowana poprawia nasze trawienie i pobudza apetyt.

...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: