Bitwa o Warszawę

Andrzej Halicki lub Rafał Trzaskowski jako kandydat na prezydenta, zjednanie sobie ruchów miejskich i mocne uderzenie w plan ustawy metropolitalnej – taki plan ma Grzegorz Schetyna na wygranie walki o stolicę w wyborach samorządowych 2018. Zdecydowanie poważniejszy problem ma Nowoczesna – w ogóle nie wie, kogo wystawić

O kandydaturze Halickiego w stolicy mówiło się od ponad roku. Pojawiały się również informacje, że owszem, polityk dostał taką propozycję, jednak z niej nie skorzysta, bo marzy mu się kariera w Parlamencie Europejskim. Sam zainteresowany ucinał wszelkie spekulacje, mówiąc, że „prezydentem Warszawy jest Hanna Gronkiewicz-Waltz”. Tym dziwniejsze wydaje się, że niedawno, pytany przez dziennikarza RMF FM o to, czy będzie kandydował na prezydenta Warszawy, powiedział: „Niczego nie wykluczam, dlatego że ta dyskusja w Platformie się toczy i rzeczywiście są wyborcy i także członkowie Platformy, którzy pytają mnie o taką gotowość”.

Dla Schetyny i tak źle, i tak niedobrze
Jeśli Halicki faktycznie chciałby kandydować, to teraz jest dobry moment. Media skupiły się na tzw. ustawie metropolitalnej, Halicki mógłby się łatwo wylansować jako lider jej przeciwników. Przy okazji zyskałby także poparcie działaczy ruchów miejskich, przeciwnych przyłączaniu do stolicy licznych gmin – wyjaśnia nagły zwrot Halickiego proszący o zachowanie anonimowości stołeczny polityk.
Inny z moich rozmówców zaznacza, że właściwie cały czas słyszy się w Warszawie trzy nazwiska: Halickiego właśnie, byłego szefa MAC Rafała Trzaskowskiego oraz posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. – Ale Kidawa właściwie nie ma szans. Była zbyt blisko z obozem Donalda Tuska, by Grzegorz Schetyna pozwolił jej promować się jako kandydatce, i jednocześnie nie stanowi zagrożenia. Nie ma więc sensu, by starać się jej pozbyć w ten sposób – mówi.
Większość polityków jest zgodna co do tego, że w tej chwili Schetyna zastanawia się, czy lepiej...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: