Dla rynków zagranicznych, nie dla Polaków

Co jest konieczne, żeby deficyt i dług publiczny naprawdę znacząco spadły?

Teoretycznie deficyt można zmniejszyć z jednej strony ograniczając wydatki budżetu, z drugiej – zwiększając dochody państwa. Obecnie państwom europejskim zagrożonym utratą wypłacalności zaleca się radykalne cięcia wydatków. Ale to są porady ignorantów ekonomicznych. Szczególnie dla Polski to nie jest dobre rozwiązanie – choć oczywiście konieczna jest racjonalizacja pewnych wydatków budżetowych. Po pierwsze – jedyne, co w obecnych warunkach podtrzymuje naszą gospodarkę (a także gospodarki wielu innych krajów) to popyt wewnętrzny. Cięcia nie dadzą zatem niczego dobrego, bo spowodują zmniejszenie popytu, spadek koniunktury i tylko pogłębią kryzys. Nie powinniśmy ulegać propozycjom, które powstały w zupełnie innych warunkach, w silniejszych gospodarkach. Silne gospodarki mają niski deficyt, jednak niski deficyt nie oznacza silnej gospodarki, a wręcz może ją osłabić. Po drugie, w Polsce są dziedziny, w których wydatki państwa powinny być zdecydowanie większe. Aby zapewnić trwałe podstawy dalszego rozwoju, powinniśmy inwestować w naukę, edukację, innowacyjną przedsiębiorczość. Na naukę przeznaczamy 0,3–0,4 proc. PKB, a powinniśmy minimum 1,5 proc., a najlepiej 2,5–3 proc. Więcej środków potrzeba na edukację. Rząd premiera Tuska podpisał pakt dla kultury, ale paktu dla nauki i edukacji wyższej nie ma. Pracownicy nauki żyją wręcz w biedzie, nie traktuje się ich jak nauczycieli (podwyżki w oświacie ich nie objęły, a dochody są wręcz ograniczane). Premier mówi, że nie będziemy krajem peryferyjnym, będziemy wśród tych, którzy tworzą centrum Europy. Ale jeśli PKB na głowę w krajach centrum jest dwa do trzech razy wyższe niż w Polsce, to dlaczego nakłady na naukę, badania i rozwój są w Polsce 10 do 15 razy niższe niż u nich? Akceptując to, premier zgadza się, byśmy jednak byli krajem peryferyjnym.

Ile zaoszczędzi budżet 2012 r. na cięciach?
...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: