Tunezja - Wyborcze zwycięstwo islamistów

Wyborczy optymizm

Sporą niespodzianką jest olbrzymia frekwencja, która sięgnęła 90 proc. Nastroje społeczne po rewolucji do samego końca pozostawały wielką niewiadomą. Powracające od stycznia protesty wskazywały na rosnące zniecierpliwienie powolnym tempem zmian, a polityczna destabilizacja tylko pogłębiła trudności gospodarcze. Niektórzy komentatorzy przewidywali, że może to wpłynąć na społeczną apatię i niską frekwencję bądź doprowadzić do wyborczych aktów przemocy.

Wbrew obawom głosowanie przebiegło nadzwyczaj spokojnie. Nie dopatrzono się żadnych nadużyć. Mniejsze ugrupowania szybko uznały swoją porażkę. Może to wskazywać, że Tunezyjczycy odczuwają autentyczne silne pragnienie demokracji, a nastroje optymizmu wciąż nie opadły. Uformowanie rządu mającego mandat społeczny przynajmniej na jakiś czas rozładuje polityczne napięcie i ustabilizuje kraj.

Sam wynik wyborów nie stanowi zaskoczenia. Sondaże przewidywały zwycięstwo an-Nahdy (choć mniejsze, na poziomie 25 proc). Islamiści, podobnie jak w innych krajach arabskich, od lat byli jedyną opozycyjną siłą posiadającą rozbudowane struktury organizacyjne i zakorzenienie społeczne. Zawsze postrzegani byli jako najpotężniejsza przeciwwaga wobec dyktatury. Świeżo uformowane po rewolucji i mało znane partyjki (których startowało łącznie około 100) nie mogły stanowić dla nich realnej konkurencji.

Wysokie zwycięstwo an-Nahdy praktycznie potwierdza, iż także w innych krajach islamiści rozpoczną marsz po władzę. Szczególnie w Egipcie, gdzie wybory odbędą się już za miesiąc, sukces an-Nahdy wywrze znaczny efekt psychologiczny.

„Model turecki”

Tunezyjscy islamiści zdają sobie sprawę z obaw, jakie budzą za granicą. Starają się więc na każdym kroku zapewniać o swoim umiarkowaniu. Odwołują się w tym celu do modelu tureckiej partii AKP, łączącej islamizm z prorynkowością i od dziewięciu lat z sukcesem utrzymującej się przy...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: