Protesty w Izraelu

Demonstracje w duchu „europejskim”

Zapalnikiem dla nich stał się czerwcowy bojkot drożejących produktów spożywczych ogłoszony w internecie w proteście przeciw zmowie cenowej producentów. Niespodziewanie w ciągu kilku dni przyciągnął on ponad 100 tys. zwolenników i doprowadził do gwałtownego spadku popytu na nabiał, co wymusiło obniżenie monopolistycznych cen. Zasygnalizował zarazem potencjał do większego społecznego buntu.

W połowie lipca 50 aktywistów rozstawiło miasteczko namiotowe w centrum Tel Awiwu w proteście przeciw wzrostowi cen mieszkań. Po raz kolejny sprzeciw zyskał rozgłos w internecie. Szybko ściągnął setki nowych uczestników, a miasteczka namiotowe zaczęły wyrastać w innych częściach kraju. 23 lipca doszło do pierwszych masowych demonstracji z udziałem dziesiątek tysięcy ludzi. Od tego czasu kolejne fale protestów stale przybierały na sile, przenosząc się z większych miast na prowincję. W sierpniu przygasły na chwilę z powodu zamachów terrorystycznych na pustyni Negew. Jednakże już 3 września osiągnęły rekordowy poziom 400 tys. ludzi (ponad 5 proc. całej populacji Izraela).

Podobnie jak w krajach Unii demonstracje zaistniały poza dotychczasowym systemem partyjnym. Na ich czele stanęły różne spontaniczne grupy młodzieżowe, organizacje lewicowe i anarchiści wspierani przez związki zawodowe. Tak jak na Zachodzie nie mają one żadnego konkretnego programu, celu politycznego ani pomysłu na rozwiązanie trapiących kraj problemów. Łączy je tylko manifestacja sprzeciwu wobec rządzącej klasy politycznej, wyrażana zestawem typowych lewicowych sloganów o panującej „niesprawiedliwości społecznej”, „pogłębiającej się przepaści między biednymi a bogatymi” oraz żądaniami podniesienia podatków dla „najbogatszych”, zwiększenia opieki socjalnej i „pomocy państwa dla najuboższych”.

Niezły stan gospodarki

Tak duża skala protestów jest zaskakująca (proporcjonalnie większa nawet niż...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: