Radka miłość bez wzajemności

Urodziłam się w Wilnie i wraz z rodziną w 1945 r. przybyłam do centralnej Polski. Mój ojciec był nauczycielem i w jego książeczce oficerskiej zapisano znajomość języków: rosyjskiego, litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego. Bo przed wojną do jego szkoły chodziły dzieci różnych narodowości. A dziś minister spraw zagranicznych III RP obnosi się z pogardą do naszych sąsiadów i – przez setki lat – obywateli Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Zwracam uwagę, że nie wszyscy oferowali Litwie przyjaźń. Czynił to prezydent Lech Kaczyński, który odwiedził ten kraj 16 razy w ciągu swojej niecałej kadencji, a premier Tusk dwa razy; ostatni raz dla zaznaczenia swojej przedszkolnej wyższości pojechał do Wilna, żeby interweniować.

A co się wydarzyło w ciągu tych czterech lat Tuska? Nasi sąsiedzi znad Bałtyku, nie tylko Litwini, stracili zaufanie do III RP i do jej pokrętnej polityki zagranicznej. Wiem, że dla starszaków z naszego regionu Litwa nie jest partnerem, ale ostrzegam – Niemcy i Rosja też nie, i nigdy nie będą.

Z sąsiadem można się dogadać, rozumiejąc jego kompleksy i lęki przed wynarodowieniem, bez demonstrowania nieuprawnionej wyższości i podsycania nastrojów nacjonalistycznych w społeczeństwie. Widać w kampanii wyborczej PO wszystkie chwyty dozwolone.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: