Bajka – nie bajka

Król kłamał. Kłamał jak najęty, chyba tak lubił, a może nie mógł już inaczej. Swoją potęgę budował na kłamstwie, więc nienawidził tych, co mówią prawdę. Zabijał ich pozorując wypadki, upokarzał, rzucał oszczerstwa, grabił, kazał podsłuchiwać. Uśmiechał się szeroko, ale oczy świdrowały na wylot każdego, w każdym wyczuwając rywala. Królestwo podupadało.

Skarby, nawet te najcenniejsze rodowe, król i jego dworzanie wyprzedawali za bezcen. Obcy w królestwie czuli się jak u Pana Boga za piecem, a swoi cierpieli upokorzenia od obcych, jak jacyś wyrobnicy. Król zabiegał o względy sąsiadki – Imperatorowej i sąsiada – Cara. Kłaniał się im w pas. Bił pokłony tak nisko, że niewiele widział
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: