Sikorski jak na dopalaczu

Dodano: 22/03/2011 - Nr 12 z 23 marca 2011

W tym roku, jak chyba nigdy wcześniej, polski świat polityczny oczekiwał głosu rządu w sprawach polityki zagranicznej. Jedni liczyli na precyzyjny scenariusz naszej prezydencji w Unii Europejskiej, inni spodziewali się odniesienia do spraw wschodnich czy bezpieczeństwa energetycznego. Nie spodziewano się intelektualnego gejzeru po tym ministrze, ale liczono na wyważoną wykładnię szefa dyplomacji o sytuacji na świecie i przyszłym zachowaniu się państwa polskiego w ostatnim roku tego rządu. Jednak w zamian, ku powszechnemu zdumieniu, usłyszeliśmy zacietrzewioną przemowę, która raczej pasowała do zamkniętych wieców partyjnych. Myli się poseł Zbigniew Girzyński, utrzymując, iż był to występ przypominający zachowanie wiceministra niemieckiego lub rosyjskiego. Kabaretowe gesty, retoryka i megalomaństwo były raczej w duchu włoskich party bunga-bunga. Jestem przekonany, iż niejeden ambasador obserwujący przemówienie z galerii sejmowej zastanawiał się skonsternowany, jakiego dopalacza ten
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze