Przecwelony Chopin wyjeżdża na saksy

Dość szybko również telewizje zachłysnęły się moralnym ekshibicjonizmem, a przeciwników „bigbrotherów” po prostu wdeptano w linoleum w studio.

Coraz liczniejsze programy mentalnych kucht promowały eksponowanie tego, co dotychczas ludzki wstyd i opinia sąsiedzka kazały skrywać na dnie duszy. Zapomniano, że hipokryzja to hołd, jaki występek przez wieki składał cnocie. Wreszcie rozpuścili języki politycy. Pal sześć, kiedy kloaka lała się z gęby gminnym watażkom, niestety wkrótce dosadny styl wykwitł na ustach osobników z doktoratami... Tolerowano go, kiedy „cham był nasz”, a jego metody miały służyć pognębieniu wroga.

Ciekawe, że każdy z wymienionych przejawów postępującego schamienia we właściwym czasie był do powstrzymania. Dlaczego więc się rozplenił?

Komu zabrakło odwagi, żeby wsadzić Urbana do pierdla za szerzenie pornografii? Jaki prezes telewizji przestraszył się powiedzieć: tego nie pokażemy?

Kto na kolaudacji filmu opuścił salę z okrzykiem „nie zwykłem nurzać się w gnojówce”, jacy koledzy polityczni wzięli za łeb polityka chama i wywalili go z salonu (ten największy ostatecznie wywalił się sam!)?

Dlatego dziś obserwując krokodyle łzy na gadających twarzach, mam ochotę zawołać: „Zamknijcie mordy. To wasze piep... dzieło!”.
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: