Ostatni lot Marie de Beaumont

Dodano: 02/08/2011 - Nr 31 z 3 sierpnia 2011

Nie pójdzie jej łatwo. Na placówce trwa polityczne przełożenie wajchy. Kapitan, świński blondyn o urodzie pruskiego oficera, trwoni kapitał zaufania i sympatii, jaki w kontaktach z Tuaregami zgromadził jego poprzednik, empatyczny porucznik (Canet). Ruszają aresztowania, padają pierwsze ofiary. To uniwersalne doświadczenie – w gazecie, fabyce, szkole, korporacji, państwie przejmuje stery zadufany dureń bez charakteru i wyczucia, więc w krótkim czasie wszystko idzie w diabły. Zamiast misji ratunkowej ruszy ekspedycja karna przeciw zbuntowanym Tuaregom. Marie de Beaumont, mimo kategorycznego zakazu, znajdzie sposób, by do niej dołączyć. Sympatyzują z nią Arabowie na żołdzie francuskim, wspiera, ale nie daje się namówić na żadne ekstrawagancje rozgoryczony porucznik. Szybko się okaże, że kapitan prowadzi wojsko w pułapkę, a Arabowie w kepi przystaną do buntowników. Dopiero wtedy porucznik i awanturnica odłączają się od oddziału skazanego na zatracenie i ruszą szukać rozbitka. Zaczyna się
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze