Prawda wynegocjowana

Dodano: 02/08/2011 - Nr 31 z 3 sierpnia 2011

Wiele wskazuje na to, że mozolnie dopasowywali posiadane materiały do tezy, którą Rosjanie sformułowali już parę minut po katastrofie (złośliwiec wyznający „spiskowe teorie dziejów” powiedziałby, że nawet przed). Nie było to zadanie łatwe. Można rzec, żegluga między Scyllą i Charybdą to wypoczynkowy rafting w porównaniu z ewolucjami, jakie przyszło wywijać komisji. Jeśli przyjąć raport MAK-u za balon próbny, po reakcjach społecznych wiedziano już, że zwalenie całej winy wyłącznie na pilotów, ich pijanego dowódcę i ogarniętego samobójczą obsesją Najwyższego Zwierzchnika, nie przejdzie – w dodatku rykoszetem uderzy w organizatorów lotu, a także w osoby odpowiedzialne za wyszkolenie. Dlatego wycofano się z teorii nacisków, dopuszczono odrobinę winy Rosjan, ale nie tyle, żeby się za bardzo obrazili. Uznano pośrednią odpowiedzialność ministra Klicha, ale już nie szefa BOR-u czy ministrów Arabskiego lub Sikorskiego. Nawet nie zająknięto się nad odpowiedzialnością tego, który zaaprobował
     
66%
pozostało do przeczytania: 34%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze