Maison-Laffitte

Pojechałem do niego z garstką przemyconej bibuły NZS, ale to był tylko pretekst do rozmowy. Chciałem poznać tego „Księcia Niezłomnego” polskiej emigracji, jak go pompatycznie nazywali niektórzy. Paryska „Kultura” była żywą legendą, symbolem niezależnej myśli, alternatywy wobec komuny. Miniaturki tego miesięcznika (w lipcu–sierpniu wychodził jako dwumiesięcznik) przewoziło się setkami do kraju i potem psuło oczy, odczytując małe literki.

Giedroyc przyjął mnie w swoim gabinecie. Było tam pełno książek, szpargałów, maszynopisów. Bez przerwy palił. Dokładnie, szczegółowo wypytywał o sytuację w kraju. Czuć było, że jest świetnie zorientowany w tym, co się dzieje w Polsce, i że tym
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: