Paragraf 226

Łatwo jednak nie było. – Proszę odejść. Nie chcemy rozmawiać, mamy dość tego szumu. Niech pan nie wykorzystuje naiwności nastolatka – bardziej rozkazywała, niż prosiła wyraźnie zdenerwowana matka Jacka, gdy dzień przed rozmową nad zalewem dotarłem pod dom Balcerowskich. Do środka nikt nie zapraszał. Kawy nie wypiliśmy, rozmowa się nie kleiła. Ojciec nastolatka spoglądał z rezygnacją. – Żona jest w depresji – tłumaczył cicho. Niedawno stracił pracę. Matka Jacka pracuje jako urzędniczka w gminnej pomocy społecznej. Uważa, że trzeba wszystko przeczekać. Aż ludzie zapomną. I minie wstyd. W oczach jej syna pojawiła się jednak nadzieja. – Chce pan pomóc? Wreszcie ktoś jest po mojej stronie – próbował na darmo tego dnia tłumaczyć matce.

Nocny gniew

Polityka Jacka irytuje. Przyznaje się do poglądów wolnościowych, właściwie anarchistycznych. – Poniosło mnie. Byłem w emocjach, zdenerwowany. Chciałem wyrzucić z siebie gniew – opowiada o zdarzeniu. Około pierwszej w nocy z pierwszego na drugiego marca wziął spray i wymalował na bocznym murze swojej szkoły hasło „jebać rząd”. – Niepotrzebnie użyłem wulgarnego słowa – przyznaje, jakby to miało jakieś znaczenie. Gdyby nawet napisał wówczas „Precz z rządem”, sprawa zapewne skończyłaby się tak samo. Może tylko „kocham Jolę” pozwoliłoby uniknąć karzącej ręki sprawiedliwości w państwie Tuska...

Zdenerwowany Jacek schował się na pobliskim przystanku. Łatwo namierzyli go policjanci patrolujący miasteczko. Zobaczyli tubę z farbą, która wystawała spod kurtki, zabrali na komisariat, przesłuchali. Powiedział im, dlaczego to zrobił. Do wszystkiego się przyznał. To zresztą było jedyne przesłuchanie, jakie przeszedł. Jak twierdzi, prokurator z Lipna z nim nie rozmawiał.

– Ze strony policji sprawa została potraktowana jak uszkodzenie mienia publicznego – tłumaczy asp. sztab. Anna Kozłowska, rzecznik policji z Lipna. – Na etapie naszego postępowania zakończyła się...

[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: