Agent Tomek bez prawa do obrony

Rozterki wrocławskiej policji

Dzieje się tak ze względu na to, że praca takich agentów polega na przenikaniu do struktur przestępczych w celu późniejszego ich rozbicia, groźba odwetu ze strony przestępców nie znika więc przez wiele lat. Dodatkowo zwykle – inaczej niż w przypadku agenta Tomka – dane osobowe funkcjonariuszy pozostają tajne. Działania zmierzające do odebrania pozwolenia na broń Kaczmarkowi podjął komendant wojewódzki wrocławskiej policji, choć wcześniej to on je wydał. Wówczas uznano, że posiadanie broni jest niezbędne dla ochrony własnej byłego funkcjonariusza policji i CBA. Nie wiadomo, jakie nowe okoliczności mogły wpłynąć na zmianę nastawienia władz wrocławskiej policji. Trudno jednak je wskazać na podstawie toczącego się postępowania o cofnięcie pozwolenia na broń.

Wiadomo jedynie, że obecne władze CBA nie potrafiły przedstawić informacji na temat zagrożenia życia swojego byłego pracownika. Nie może to jednak wykluczać, że takowe istnieje, zwłaszcza że szkalowaniu agenta Tomka w mediach towarzyszył wyraźny kontekst polityczny.

O realności zagrożenia płynącego z podsycania atmosfery wrogiej dla jednej ze stron politycznego sporu świadczyć może choćby mord dokonany przez członka PO w łódzkim biurze PiS.

Bez szans na odwołanie

Komenda Wojewódzka we Wrocławiu posiłkuje się argumentacją, iż Kaczmarek sam przyczynił się do upublicznienia swojego wizerunku przez pojawienie się w mediach. Pomija przy tym fakt, że ujawnienie to nastąpiło długo przedtem – w październiku 2009 r. za sprawą artykułów „Gazety Wyborczej” i „Faktu”. Obok zdjęć publikacje te zawierały opis wyglądu zewnętrznego i przebieg służby, które ułatwiały identyfikację. Główne media huczały wówczas na temat agenta Tomka. Jednym z efektów tej medialnej burzy były pojawiające się w internecie wpisy mające charakter gróźb pod adresem bohatera artykułów.

W uznaniu, iż publikacje spowodowały...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: