Bliski Wschód dzisiaj

Na froncie intensywność walk znacząco spadła i możliwy jest przedłużający się impas. Wprawdzie libijscy powstańcy odnieśli w ostatnich tygodniach kilka lokalnych sukcesów i wykazują większe zdolności bojowe. Jednakże prowadzone przez poszczególne państwa nieoficjalne zbrojenia i szkolenia rebeliantów to strategia na długie miesiące wojny. Z Libii nie można się już wycofać, a ani USA, ani Europa nie wydają się mieć konkretnego planu rozwiązania kryzysu. Tyle że Francuzi i Brytyjczycy nie uchylają się od odpowiedzialności za rozpoczętą operację.

Inercja wobec sytuacji w Syrii

Tymczasem na horyzoncie rysują się problemy także w innych państwach. W Syrii reżim Assada na nieco mniejszą skalę prowadzi pacyfikację według wzorca Kaddafiego. W ciągu ostatniego miesiąca zginęło już ok. tysiąca osób. Masowe protesty objęły cały kraj i pojawiły się pierwsze rysy w szeregach armii. Nie przybrały one jednak takiej skali, by wywołać skuteczne powstanie. Siły bezpieczeństwa zaczęły więc oczyszczać miasto po mieście, łamiąc kolejne ośrodki buntu przy użyciu czołgów.

Wszyscy mają świadomość, że następna interwencja międzynarodowa jest niemożliwa. Z wielu też względów obalenie dyktatury Baszara Assada niekoniecznie byłoby korzystne. Jednakże należałoby oczekiwać ze strony Zachodu przynajmniej stanowczej reakcji i wprowadzenia efektywnych sankcji ekonomicznych, na wzór Libii, by zmusić reżim do ograniczenia przemocy i podjęcia politycznych reform. Tymczasem aktywność Stanów Zjednoczonych czy Europy wobec kryzysu w Syrii jest bardzo niewielka.

Administracja Obamy wycofała się też na dalszy plan w obliczu kryzysu w Jemenie. Po tym jak dwa miesiące temu część jemeńskiej armii przeszła na stronę opozycji, utrzymanie niepopularnej dyktatury prezydenta Saleha wydaje się bez wojny domowej niemożliwe. Tym bardziej konieczne jest szybkie wypracowanie politycznego kompromisu i doprowadzenie do pokojowego przekazania władzy, by...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: