Wojna w rodzinie czyli koniec mody na PO

„Czas taryfy ulgowej się skończył. Leszek Balcerowicz nie jest już adwokatem rządu. Jest jego wybitnie surowym krytykiem” – pisał w grudniu w tygodniku „Wprost” Rafał Kalukin. „On przecież nie jest kolejnym ekonomistą załamującym ręce nad rosnącym długiem państwa. Jest Leszkiem Balcerowiczem. Jego krytyczny głos znaczy więcej niż głosy pozostałych analityków, nawet z najbardziej prestiżowych szkół ekonomicznych i czołowych instytucji finansowych” – zachwyca się publicysta.

Agata Nowakowska w „Gazecie Wyborczej” idzie jeszcze dalej: „Gdyby osłabły smoleńskie emocje i PiS chciał odgrzać dawny, fałszywy podział na Polskę solidarną i liberalną, miałby z tym kłopot. Bo okazałoby się, że liberalną Polską jest Balcerowicz, a solidarną – Platforma z PSL”.

Były minister finansów stał się w ostatnich tygodniach gwiazdą mediów. Jest gościem audycji radiowych i telewizyjnych, gdzie występuje w roli niekwestionowanego autorytetu.

„Wybitny ekonomista, twórca kapitalizmu w III RP, żywy symbol polskiej transformacji i modernizacji” – dziennikarze prześcigają się w komplementowaniu Balcerowicza. Nawet na odrobinę takiej sympatii nie może liczyć Jarosław Kaczyński czy którykolwiek inny polityk opozycji. A słów byłego wicepremiera nie powstydziliby się najostrzejsi krytycy rządu.

Partia byłych ministrów Buzka

„Ekipa Tuska traktuje Polaków jak stado baranów”, „przerzucenie pieniędzy z OFE do ZUS jest przykładem psucia państwa” – to tylko niektóre stwierdzenia Balcerowicza na temat polityki gospodarczej PO. Czy jego ostatnie wystąpienia są jedynie krytyką władz z pozycji liberalnej, czy może początkiem szeroko zakrojonej akcji politycznej, której owocem będzie powołanie nowego, centrowego ugrupowania politycznego?

– To oczywiste, że jeżeli ktoś tak ostro krytykuje rząd, ma w tym jakiś cel – mówi w rozmowie z „Gazetą Polską” jeden z posłów PO. – Moim zdaniem, motywy działania Balcerowicza są dwa. Po...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: