Kłopoty Berlusconiego i Włoch

Projekt reform natrafił na wyjątkowo silny opór, przede wszystkim studentów, ale także pracowników naukowych. Od jesieni w całym kraju trwają protesty i demonstracje, a w dniu głosowania nad wotum nieufności doszło do gwałtownych starć ulicznych w Rzymie. Policja, by opanować sytuację, musiała użyć gazów łzawiących; rannych zostało ponad sto osób, w tym 50 policjantów, a wysokość szkód (zniszczonych ulic, zdemolowanych sklepów, podpalonych samochodów) szacuje się na 20 mln euro. Zamieszek na taką skalę nie było w Rzymie od lat. Parę dni później jak Włochy długie i szerokie manifestowano przeciwko reformie edukacji. W stolicy tym razem było dość spokojnie, ale w innych miastach, od Turynu po Palermo, już nie.

Oszczędności na uczelniach

Wobec nieprzejednania studentów właśnie reforma szkolnictwa wyższego może mieć dalekosiężne skutki. „Sprawą zasadniczej wagi jest przywrócenie włoskim stopniom naukowym godności i użyteczności” – pisała minister edukacji Mariastella Gelmini w liście otwartym opublikowanym przez mediolański dziennik „Corriere della Sera”. Przełożone na język konkretów oznacza to m.in. zmianę zasad pracy wykładowców, łączenie mniejszych uczelni, a przede wszystkim ograniczenie wydatków. Planowane cięcia mają przynieść oszczędności na łączną sumę 9 mld euro.

Władze uważają, że kierunków uniwersyteckich jest za wiele, a ich programy są zbyt słabo dostosowane do potrzeb rynku pracy. Problem w tym, że planowana reforma wiąże się również z bardzo znaczącym zmniejszeniem liczby miejsc pracy w szkolnictwie (jak się szacuje, nawet o 130 tys.). Protestują więc nie tylko studenci, ale także wykładowcy. Nie wszyscy godzą się na nowe warunki pracy. To sprawiło, że na wielu uczelniach rok akademicki rozpoczął się z kilkutygodniowym opóźnieniem. Pani minister Gelmini deklaruje gotowość do rozmów ze studentami; delegację ich stowarzyszenia przyjął też ostatnio sam prezydent Giorgio Napolitano. Ale jak dotąd nic z...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: