Zapomniany Grudzień

Szarpanina milicjantów z pewnym nietrzeźwym przechodniem początkowo wzbudziła nikłe zainteresowanie. Wkrótce jednak tłum zgęstniał, zgęstniała też atmosfera. Gdy rozległy się okrzyki: „Milicja morduje ludzi!”, było jasne, że iskra padła na rozsypany już proch…

Październik roku 1956 oznaczał nadzieję na zmiany, oznaczał wiarę w lepsze jutro, radość z końca stalinowskiego koszmaru. Oznaczał również uczenie się na nowo, ile siły tkwi w solidarnej wspólnocie narodowej. A to wszystko pojawiało się, wybuchało, rosło w społeczeństwie polskim wbrew faktom, wbrew doświadczeniu wynikającemu ze świeżej, jeszcze niezabliźnionej historii narodu i państwa. Wbrew temu, co wykrzyczał 24 października do półmilionowego tłumu zebranego na warszawskim placu Defilad Władysław Gomułka, nowy pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego PZPR: „Towarzysze! Na fali olbrzymiej aktywności politycznej mas, którą wyzwoliło VIII Plenum, tu i ówdzie dochodzą do głosu siły wrogie socjalizmowi, wrogie sojuszowi polsko-radzieckiemu, wrogie władzy ludowej, siły, które chcą wykrzywić, zahamować i cofnąć socjalistyczną demokratyzację. Towarzysze! Nie pozwólmy reakcyjnym podżegaczom i różnym chuliganom stawać w poprzek naszej drogi. Wara im od czystego nurtu walki socjalistycznych i patriotycznych sił narodu! Pędźcie precz prowokatorów i reakcyjnych krzykaczy! Władze państwowe ani na chwilę nie będą tolerować jakiejkolwiek akcji wymierzonej w polską rację stanu i przeciwko naszemu ustrojowi państwowemu”. Tak mówił ten, którego Polacy uważali za męża opatrznościowego Ojczyzny i Narodu.

Węgierskie memento

Dramatycznym przypomnieniem, że komunizm się nie skończył, że żelazna kurtyna wciąż istnieje, a umowa jałtańska pozostaje w mocy, były pierwsze dni listopada na Węgrzech. Brutalny i krwawy atak sowieckich sił zbrojnych na węgierskich powstańców wyzwolił w Polakach wspaniałą postawę solidarności i ofiarności – przed punktami krwiodawstwa ustawiały się długie...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: