Oto dziś dzień krwi i chwały

Wieczór 29 listopada 1830 r. był pochmurny i deszczowy, toteż o godz. 18 Park Łazienkowski i okolice Belwederu tonęły w ciemnościach. Widoczne były tylko czarne konary drzew, niemi świadkowie wydarzeń, jakie miały rozegrać się tej niezwykłej nocy...

„Nie masz istoty na świecie, która by nie czuła potrzeby być wolną. Naród, który przez zbieg okoliczności utracił na chwilę to święte prawo natury, nie myśli o uzyskaniu swych swobód, śmiało może powiedzieć, że niegodzien nazwiska i nigdy nie zajmie szlachetnej karty w historii”.
Piotr Wysocki „Wspomnienia”


Garstka spiskowców-cywilów, których zadaniem było pojmanie lub zabicie Wielkiego Księcia Konstantego, błąkała się w mroku wokół pomnika Sobieskiego na Agrykoli, bezskutecznie oczekując sygnału do rozpoczęcia walki. Także młodzi oficerowie należący do Sprzysiężenia z drżeniem serca wypatrywali umówionego znaku, czyli pożaru starego browaru na Solcu. Lecz chociaż minęła wyznaczona godzina, nic się nie działo. Losy planowanego i tak gorąco oczekiwanego, przynajmniej przez tych młodych zapaleńców, powstania narodowego zawisły w próżni. To, czy koło historii potoczy się w upragnionym przez nich kierunku, miało w ciągu najbliższych kilku godzin zależeć od determinacji, charyzmy i uporu kilku ludzi… 
Liczba błędów popełnionych tego wieczoru była faktycznie przerażająca. Nie wyznaczono przywódcy zbrojnego zrywu. Podchorążych, skierowanych do wzniecenia pożaru-sygnału na Solcu, praktycznie nie zaopatrzono w żadne środki łatwopalne. Wilgotne ściany browaru nie chciały się palić, a tlące się deski straż bez trudu ugasiła jeszcze przed godz. 18. Ponieważ krwawy blask płomieni nie rozświetlił nieboskłonu, żaden z trzech poruczników – Wysocki, Urbański, Zaliwski, którzy mieli zainspirować działania zbrojne – nie odważył się na podjęcie działań. Mijały bezcenne minuty… 
Wielki Książę zdołał się ukryć
Wreszcie dopiero po godz. 19 Piotr Wysocki decyduje się wysłać...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: