Krwi pobratymcze

Dodano: 11/10/2016

Maciej Parowski \ Film

Smarzowskiego słabo uhonorowano w Gdyni, choć był moralnym zwycięzcą festiwalu. „Wołyń” urzekł również tych, którzy obrazowi źle życzyli. Film wyważony, dobrze napisany, dużo zawdzięcza pisarzowi Srokowskiemu. Sceny rzezi na „skrwawionych ziemiach” po przejściu sowieckiego i niemieckiego walca przerażają, lecz to nie jest marne kino przemocy.  Rzecz spełnia się w wymiarze artystycznym, moralnym, popularyzatorskim. Ta pierwsza opowieść o ukraińskich czystkach etnicznych (poza epizodem w „Ogniomistrzu Kaleniu”) pokazuje i jednostki, i kontekst historii. Błędy w polityce narodowościowej II Rzeczypospolitej, straszna wojna, sowiecka agitacja, nadzieje OUN i UPA na niepodległą Ukrainę – dolały benzyny do starej waśni między chamami i panami. Było o niej już w „Ogniem i mieczem”.  Droga do eksplozji nienawiści, za nic mającej bliskość sąsiedzką, więzi krwi, prawa boskie i ludzkie, zaczyna się ślubem Polki i Ukraińca. Uczucie jest prawdziwe, wesele udane, zgodnie mieszają
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze