Historia – nasz dar dla świata

Z WOJCIECHEM SAWĄ, reżyserem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych, który przyjechał na festiwal „Niepokorni Niezłomni Wyklęci” z wystawą „Ściana mówi – głosy niesłyszanych”, jedną z najbardziej popularnych ekspozycji w Muzeum Holokaustu na Florydzie, rozmawia MAGDALENA ŁYSIAK

Jak Pan postrzega wizerunek Polski z perspektywy amerykańskiej?
Przyjechałem do Stanów jako dziecko w latach 60. Od samego początku zderzałem się z negatywnym wizerunkiem Polski i Polaków. Wówczas było to w jakiejś mierze wynikiem propagandy czasu zimnej wojny. Później zdałem sobie sprawę, że w kontekście II wojny światowej postrzegani jesteśmy nie jako ofiary, lecz współsprawcy mordowania Żydów. Pomyślałem, że musi to być niesłychanie bolesne dla Polaków, których wojna dotknęła tułaczką, obozami, utratą bliskich, Polaków, którzy stoczyli najdłuższą walkę z hitleryzmem. Na przykład w mojej rodzinie było trzech braci – ich życie to ilustracja typowych polskich losów. Mój tata był w AK, jeden wujek przeżył zesłanie na Syberię, skąd trafił do armii Andersa, drugi służył w RAF-ie. 

Co było impulsem do stworzenia wystawy?
Moje koleżanki wiedząc, że jestem reżyserem filmowym, zwróciły się do mnie, żebym zrealizował kilka krótkich filmów-wywiadów z akowcami. Wiedziałem, że to ważny temat, ale nie byłem specjalnie podekscytowany formą, przeszkadzało mi również, że ta praca jest nakierowana na Polonię. Uważałem, że skoro jestem w Stanach, to powinienem przemawiać do społeczeństwa amerykańskiego. 

Wystawa pokazała, że miał Pan rację…
Chciałem, żeby miała ona przekaz uniwersalny, bo nasze losy są interesujące wtedy, kiedy są pokazywane na bazie człowieczeństwa. Jako artysta staram się dotrzeć do źródła, do podstaw odczuwania ludzkiego, i pójść głębiej niż stereotypy.

Co spowodowało, że „Ściana mówi” stała się jedną z najczęściej odwiedzanych wystaw w historii Muzeum...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: