Początek sagi

Nasz pierwszy historyczny władca, traktowany przez wcześniejszych historyków z pewnym pobłażaniem, tu jawi się jako polityczny gigant i samorodny geniusz

Pozostało po nich kilka wzmianek w kronikach, trochę wykopalisk i legend. I rzecz najważniejsza – MY. Bez Mieszka I i jego dynastii zjawiska o nazwie Polska zapewne by nie było, pochłonąłby nas żywioł niemiecki, ruski, czeski, może ostalibyśmy się jako jakieś księstewko Goplan czy Mazowszan. Pojawienie się Polski, wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, było cudem, tak jak prawdziwym zrządzeniem losu okazały się postacie, wiele nieznanych z nazwiska, które się do tego cudu przyczyniły. Mieszko – kreator potężnego państwa, jego syn Bolesław Chrobry – pomocnik cesarza Ottona w pierwszej próbie Europy Federacyjnej, czy wreszcie córka i siostra poprzednich Świętosława – legendarna bohaterka skandynawskich sag jako Sygryda Storrada, żona i matka królów czterech krain (Szwecji, Norwegii, Danii i Anglii). Patronka – chrześcijanka. Sygryda znaczy harda. Kobieta polityk, która nie wahała się spalić w łaźni natrętnych zalotników, a dysponując swoją ręką – kierować się racją stanu. Bohaterka najnowszej powieści Elżbiety Cherezińskiej, a właściwie pierwszej części ogromnego fresku historycznego, rozgrywającego się w Polsce, Skandynawii czy na Rusi. Można pozazdrościć Cherezińskiej autorskiej odwagi, kiedy na bazie niewielkich wzmianek dokonuje rekonstrukcji zdarzeń, konfliktów, obyczajów. A również miejsc. Widzimy zrekonstruowany Wolin, budujący się Ostrów Lednicki, towarzyszymy ceremonii chrztu władcy Polan w nurtach Warty. Dzieło autorki przypomina odtwarzanie przez naukowców wielkiego dinozaura na podstawie kilku niewiele znaczących kości. Ledwie wspomniane pogańskie żony Mieszka mają tu imiona, posiadają krwiste charaktery. Toteż bardzo często czytelnik podglądający tę odtworzoną czy raczej wymyśloną historię, łapie się na tym, że zamiast powiedzieć: „tak mogło być”, zaczyna wierzyć, że „tak było...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: