Dwie fale szoku

Wyrażenia „terapia szokowa” nie trzeba nikomu specjalnie tłumaczyć – to szereg reform rynkowych, które zaserwowano Polakom w latach 90. i które to m.in. wpędziły w ubóstwo przysłowiowych już pracowników PGR-ów czy legendarne tkaczki z Łodzi. Zamiast tworzyć jednak kolejne rozczulające legendy o „niezbędnych kosztach społecznych transformacji”, warto spojrzeć na balcerowiczyzm jak na opartą na brutalnej grze interesów operację, która miała za zadanie po raz enty rozłożyć tubylców znad Wisły na łopatki, oczywiście ich własnymi rękami i oczywiście z korzyścią dla wąskiej części z nich

Co więcej, podobnie rozłożone narody za pomocą podobnej terapii zasiedlają cały glob, od Ameryki Południowej, przez Afrykę, po Azję. Nasza terapia szokowa nie była ani pierwsza, ani nawet nie należy do pierwszej trójki. Nie była też jakoś specjalnie wyjątkowa. Przypominała w największym stopniu to, co działo się w Boliwii, dlatego dobrze spojrzeć na nią także z perspektywy wydarzeń w Chile, które nie tylko dzierżą palmę pierwszeństwa, ale do dziś są wzorcem z Sèvres terapii szokowej.
Chicago Boys
wchodzą do gry
Gdy na ulicach stolicy Chile Santiago słychać było jeszcze strzały, tzw. chłopcy z Chicago, czyli wykształceni w USA chilijscy ekonomiści pod dowództwem Sergio de Castro, przygotowywali plan reform rynkowych, które miała przeprowadzić junta generała Augusto Pinocheta, obalającego właśnie socjalistyczny rząd Salvadora Allende. O tym, że reforma ta będzie jedynie wrzuceniem narodu chilijskiego z deszczu pod rynnę, mało kto jeszcze wiedział. Wydawało się, że nadmiernie etatystycznej i nieefektywnej chilijskiej gospodarce nagłe uwolnienie rynkowych sił może tylko pomóc. Nikomu nie przyszło do głowy, że leczenie socjalizmu neoliberalizmem przypomina leczenie dżumy cholerą, a zagraniczni eksperci są w istocie lobbystami koncernów, które aż zacierały ręce na możliwość przejęcia kilkunastomilionowego rynku i uwłaszczenia się na publicznym...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: