Krok ku cywilizacji

Jednolita progresywna danina to być może najważniejsza i najbardziej potrzebna reforma naszego systemu podatkowego w XXI w. Coraz głośniejszy sprzeciw wobec niej wynika niestety głównie z chęci obrony własnych przywilejów, a nie z dbałości o sprawiedliwe i efektywne opodatkowanie w Polsce

Rzadko się zdarza, żeby jakaś sprawa połączyła czołowych komentatorów politycznych w Polsce. Projektowana właśnie przez rząd reforma podatkowa, wprowadzająca jednolitą, progresywną daninę w miejsce różnych form opodatkowania osób fizycznych, jest właśnie takim przypadkiem. W sumie nic dziwnego – prawdopodobnie część największych gwiazd polskiej publicystyki będzie musiała nieco bardziej dorzucić się do wspólnej kasy naszego kraju. Na bok więc poszły wszelkie spory ideowe czy polityczne – progresywny podatek stał się wspólnym wrogiem. Najbardziej symbolicznym momentem tego oporu był tweet redaktorki „Faktu” Agnieszki Burzyńskiej, w którym oznajmiła, że prawdopodobnie trzeba będzie się przenieść z podatkami do Czech. Wystarczyły więc tylko pogłoski o możliwości podwyżki jej obciążeń, by pani redaktor oficjalnie przyznała publicznie, że wątpliwe prawnie omijanie krajowych podatków nie jest dla niej specjalnym problemem. Oczywiście pomysł został gremialnie wyśmiany przez aktywnych na twitterze doradców podatkowych. Opowieści o tym, że każde podwyższenie podatków skłoni polskie firmy do przeprowadzki za granicę, to mit. W zdecydowanej większości przypadków kończy się to koniecznością oddawania niezapłaconych danin za 5 lat wstecz wraz odsetkami. Ciekawsze jest jednak to, czy rzeczywiście oburzonych na plany podatkowe rządu czeka taka niesprawiedliwość, jak głoszą.
Drobni zyskają
Przyjrzyjmy się, o co jest cała awantura. W polskim prawie podatkowym najbardziej preferencyjnym sposobem opodatkowania dla osób wysoko zarabiających jest założenie działalności gospodarczej. Płaci się wtedy stałe składki zusowskie, wynoszące niezależnie od poziomu...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: