Czarna księga esbecji

Praca „Konfidenci” Witolda Bagieńskiego, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego to udostępnienie dużej części wiedzy tajemnej rodakom

Jestem w stanie wyobrazić sobie szok, jakiego doświadczyli członkowie tzw. komisji Michnika (oprócz niego w jej skład wchodzili także historycy Andrzej Ajnenkiel, Jerzy Holzer i Bogdan Kroll), od kwietnia do czerwca 1990 r. buszujący na wniosek ministra Samsonowicza i za zgodą gen. Kiszczaka w archiwach bezpieki. Nie wiadomo dokładnie, co tam robili, podobno jednak mieli pełny dostęp do katalogów, teczek, akt operacyjnych... Skala agentury, a nade wszystko informacje o uwikłaniu rzeszy przyjaciół, współpracowników i „autorytetów moralnych”, musiały być porażające. Sądzę, że ówczesne emocje Michnika były porównywalne z doznaniami innego Adama w celi wileńskiego więzienia. Tyle że wtedy Gustaw zmienił się w Konrada, a w przypadku szefa „Gazety Wyborczej” proces zaszedł w przeciwnym kierunku.

Opozycjonista bluzgający Kiszczakowi III RP nazwał go „człowiekiem honoru”. Można zastanawiać się, jak wyglądałyby najnowsze dzieje Polski, gdyby w składzie tej grupy zamiast Michnika znalazł się Antoni Macierewicz, ale to już temat dla historyków alternatywnych.

Praca „Konfidenci” Witolda Bagieńskiego, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego to udostępnienie dużej części tej wiedzy tajemnej rodakom. Proces otwierania się na prawdę zajął wolnej Polsce 25 lat i nie jest w pełni zakończony. (Czekamy na odtajnienie zbioru zastrzeżonego). Wprawdzie już w roku 1992 ukazała się praca „Konfidenci są wśród nas” Tomasza Tywonka, występującego pod pseudonimem Michał Grocki, ale dopiero w ramach obecnej publikacji stało się możliwe ujawnienie nazwisk tajnych współpracowników czy kontaktów operacyjnych, tworzących prawdziwą kolekcje hańby, w której nie brakuje literatów, jak Andrzej Szczypiorski, dziennikarzy, jak Małgorzata Niezabitowska (rzeczniczka rządu Mazowieckiego), czy luminarzy,...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: