Kopacz nie będzie rządzić Platformą

Dzień po tym, jak przewodnicząca PO Ewa Kopacz przegrała z posłem Sławomirem Neumannem walkę o fotel szefa klubu parlamentarnego PO, postanowiła zrezygnować z walki o przywództwo w całej partii. Grzegorz Schetyna nie ma jednak powodów do radości. – Na razie Borys Budka rozważa kandydowanie, a Grzegorz Schetyna powiedział, że będzie kandydował. Ale mówi się także o Tomaszu Siemoniaku czy Rafale Trzaskowskim – zdradza „Gazecie Polskiej” szef podkarpackiej PO Jan Tomaka

Wybory na szefa klubu miały być dla Ewy Kopacz testem – jej konkurentem był poseł Sławomir Neumann, a więc przeciwnik zdecydowanie lżejszego kalibru niż Grzegorz Schetyna. Mimo to Kopacz przegrała: swój głos oddało na nią 72 posłów, podczas gdy na wspieranego przez szefów regionów PO Neumanna zagłosowało 94 członków klubu parlamentarnego PO. 
Dzień później, podczas posiedzenia Rady Krajowej, Ewa Kopacz zapowiedziała, że nie będzie ubiegała się o stanowisko szefa partii w nadchodzących wyborach. – Rok moich rządów i szefowania PO to rok, kiedy musiałam wypełnić wszystkie swoje obietnice z exposè. Zmieniłam w tym czasie rząd i miałam potrójne wybory. Wiedziałam, że przez ten rok byli w moim rządzie przedstawiciele wszystkich frakcji PO, stąd partia poszła do wyborów jako jedność. Moim nadrzędnym celem było utrzymać jedność w PO – powiedziała dziennikarzom po wyjściu z Rady Krajowej. 
Doktor hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że Kopacz się przestraszyła. – Najwyraźniej stało się dla niej oczywiste, że skoro przegrała wybory na szefa klubu parlamentarnego, to tu tym bardziej nie ma szans – stwierdza. 
Także byłą wiceminister zdrowia Beatę Małecką-Liberę zapytałam, czy decyzja Ewy Kopacz była efektem tego, że była premier się przestraszyła. Moja rozmówczyni stwierdziła, że nie. – Owszem, tamte wybory były swego rodzaju weryfikacją. Niemniej jednak Ewa Kopacz, polityk z wieloletnim doświadczeniem, podjęła po prostu dojrzałą...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: