Haniebny wyrok dla Wyszkowskiego

Przypomnijmy, że orzekający w tej sprawie w pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił w całości powództwo Wałęsy, decydując, że Wyszkowski nie musi przepraszać za swoją wypowiedź. Co niezmiernie istotne, sąd ten uznał, że nie trzeba przeprowadzać ogromnej większości zawnioskowanych przez pozwanego dowodów ze świadków (m.in. wielu pierwszoplanowych postaci polskiej sceny politycznej), gdyż nie musi on udowadniać agenturalnej przeszłości byłego prezydenta. Zdaniem sądu pierwszej instancji wystarczyło jedynie dochowanie przez Wyszkowskiego należytej staranności przy prezentowaniu swojego stanowiska w tej sprawie, polegające na wykazaniu, iż formułując tezę o współpracy Wałęsy z SB, oparł się na wiarygodnych i rzetelnych źródłach oraz że działał w dobrej wierze.

Proces dowodowy

Prowadząca tamtą sprawę sędzia Urszula Malak – co podkreślali pełnomocnicy Krzysztofa Wyszkowskiego – była pierwszą sędzią, która zezwoliła na przeprowadzenie procesu dowodowego. Dzięki takiej decyzji możliwe było przedstawienie materiałów, które zostały odnalezione w IPN od 2000 r., kiedy przeprowadzano proces lustracyjny. Możliwe było także przesłuchanie świadków: Janusza Stachowiaka, majora SB, który założył Wałęsie teczkę personalną jako TW „Bolek”, oraz historyków dr. Henryka Kuli i dr. Sławomira Cenckiewicza, współautora głośnej książki „SB a Lech Wałęsa”.

Dzięki temu mogliśmy usłyszeć zeznania Janusza Stachowiaka: „Miałem bezpośredni kontakt i prowadziłem bezpośrednio teczki pracy oraz personalną TW ps. »Bolek«. Mój kontakt z teczkami TW ps. »Bolek« trwał do 1974 r., kiedy to odszedłem z sekcji stoczniowej. Przed odejściem musiałem dokonać oceny i uporządkowania wszystkich materiałów, sporządzić charakterystykę źródła, ocenić wyniki pracy, przekazane źródłu środki pieniężne. W trakcie wykonywania tych czynności stwierdziłem, że TW ps. »Bolek« faktycznie intensywnie współpracował ze Służbą około 3–4 miesięcy. Później zaczął...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: