Wielki łomot

Marcin Wolski \ Poleca

Historiografia sowiecka nie potrafiła sobie poradzić z niechlubnym początkiem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, opowiadanej niezmiennie z perspektywy końcowego triumfu Mało jest równie spektakularnych klęsk jak ta, która po 22 czerwca 1941 r. spotkała Związek Radziecki. Stalinowskie armie w kilka tygodni zostały po prostu zmiecione z powierzchni ziemi, a wróg, hitlerowski Wehrmacht wchodził w matuszkę Rassiję z łatwością noża krojącego masło. Swoje ocalenie czerwone imperium zawdzięcza trzem elementom – przestrzeni, która przerosła nawet siły III Rzeszy, bezwarunkowym dostawom sprzętu wojskowego z Zachodu (a przecież za pomoc mogli zażądać nawet głowy Stalina), a wreszcie polityce samego Hitlera, który mogąc kreować się na wyzwoliciela, przyjął rolę najbardziej okrutnego najeźdźcy. Historiografia sowiecka nie potrafiła sobie poradzić z niechlubnym początkiem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, opowiadanej niezmiennie z perspektywy końcowego triumfu. Bredzono o nieoczekiwanej
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze