Zakarpacka karta w grze o Ukrainę

Gdy Ukraina uzyskiwała niepodległość, w obrębie republiki były dwa regiony, których mieszkańcy w większości opowiedzieli się za autonomią. Tyle że Krym ją dostał, a Zakarpacie już nie. Separatyzm został, podsycany przez Rosję. Teraz Moskwa liczy na otwarcie tutaj kolejnego frontu wojny z Kijowem. Jeśli tak się stanie, to w dużym stopniu dzięki krótkowzrocznej, wieloletniej polityce ukraińskiego państwa

Położenie geograficzne, infrastruktura energetyczna i komunikacyjna, struktura etniczna, historia – to wszystko nadaje obwodowi zakarpackiemu Ukrainy znaczenie szczególne. Co widać choćby po pierwszym rzucie oka na mapę według kryterium wyborczego. Od początku niepodległej Ukrainy Zakarpacie ma taką samą barwę sympatii politycznych jak np. Donbas czy Krym, pozostając „wyspą” prorosyjskich tendencji, oddzieloną od wschodniej Ukrainy obwodami zdecydowanie prozachodnimi. Bo choć Zakarpacie leży najbardziej na zachód, to dominują tu nie ukraińskie narodowe sympatie – wszak to obszar zamieszkany także przez Węgrów, Słowaków czy Rumunów.
Ostatnie krwawe wydarzenia w Mukaczewie – należy je interpretować jako bitwę między dwoma gangami, w którą lokalni bandyci-politycy wciągnęli majestat państwa, jego instytucje oraz ochotniczą formację Prawego Sektora – natychmiast podchwyciły rosyjskie media i politycy. Moskwa liczy na powstanie drugiego frontu, który odciągnie uwagę Kijowa od Donbasu, a przede wszystkim skompromituje główne siły zaangażowane w budowę nowej Ukrainy.
Gra Rusinami
Kiedy w 1945 r. Czechosłowacja „przekazała” Ruś Zakarpacką Związkowi Sowieckiemu, Józef Stalin z całą bezwzględnością przystąpił do niszczenia rusińskiej tożsamości narodowej. Po przeszło półwieczu spadkobiercy Stalina wykorzystują Rusinów przeciwko Ukrainie. Niestety, polityka Kijowa temu sprzyja.
Dzisiejszy obwód zakarpacki to fragment Ukrainy, który leży po zachodniej stronie Karpat. Stąd nazwa. Region był częścią Austro-Węgier, wchodzącą w...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: