Niewyjaśnione zgony

23-letni Michał Pierzchalski odnaleziony został rok temu w czasie festiwalu Woodstock. Jego matka dowiedziała się od policji, że syn powiesił się na drzewie w lesie, na odludziu. Rozpoczęła prywatne śledztwo i dotarła do świadka, który powiedział jej, że ciało jej syna odnaleziono w zupełnie innym miejscu, 20 metrów od drogi. – I on nie wisiał, tylko klęczał… miał pasek przewieszony pod brodą. Nic się nie zgadzało – powiedziała Wioletta Pierzchalska w programie „Zadanie specjalne” w telewizji Republika

Michał pojechał w lipcu 2014 r. na Woodstock. Miał wrócić w niedzielę 3 sierpnia, by zająć się psem i kotem pozostawionymi w domu, bo również jego matka wybrała się na urlop. Gdy nie pojawił się w domu, zaniepokojeni rodzice zaczęli do niego dzwonić. Komórka była wyłączona.
We wtorek w domu Pierzchalskich w Brzegu na Opolszczyźnie pojawiła się policja. Ojciec pierwszy dowiedział się strasznej prawdy. Gdy przyjechała pani Wioletta, mocno chwycił ją w pół i powiedział: „Nasz syn nie żyje”.
Złamany dowód osobisty
– Policja powiedziała mi, że naszego syna znaleźli w lesie i musimy pojechać do Kostrzyna i go stamtąd odebrać – opowiedziała Wioletta Pierzchalska w programie śledczym Anity Gargas. Na komisariacie w Kostrzynie rodzice Michała czekali na korytarzu półtorej godziny, bo nie miał kto się nimi zająć. Potem policjanci chcieli wpuścić do środka tylko matkę chłopaka. Dopiero po awanturze wszedł także ojciec, który – zdaniem policjanta – nie był do niczego potrzebny.
W prokuraturze oddano matce portfel syna i jego złamany dowód osobisty. – Nie widziałam wcześniej, by miał złamany dowód. Na policji powiedzieli mi, że mój syn się powiesił, że znaleźli go w lesie, w głębokim lesie, że tam nie chodzą ludzie. I żebym się cieszyła, że ktokolwiek go znalazł, bo w takim miejscu to w ogóle dziwne, że ktoś go zauważył. To jest odludzie. Uwierzyłam. Zapytałam, czy mogliby mi pokazać, gdzie to jest. Powiedzieli, że to bardzo...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: