Lejzorek, Marian Srogi i monsuny

Widziane z Brukseli \ Ryszard Czarnecki

Miał rację Lejzorek Rojtszwanc, któremu Ilia Erenburg włożył w usta słynną maksymę, że jak zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować. Po roku od wybuchu afery podsłuchowej zwolniono z rządowej roboty kilku gości, aby na pokład mocno już przeciekającej łajby zaprosić następnych Łajba może dość prędko pójść na dno, trzeba więc płynąć tak szybko, ile ma się pary, nie dziwi więc nominacja na ministra sportu mistrza olimpijskiego w wioślarstwie. Problem polega na tym, że mistrz Adam może nawet sobie żyły wypruć, ale i tak nic z tego nie będzie, bo sternik (sterniczka) wybrał zły kurs i rafy coraz bliżej. Niektórzy z partii rządzącej są dalekowzroczni i już szykują się do przeskoczenia na łajby ratunkowe – a to do kapitana Kukiza, a to do kapitana Petru. Rzecz w tym, że obie łajby dopiero są w budowie. Dodatkowo zdaje się, że łajba pana Petru, pomocnika Komorowskiego w wyborach, wcześniej „przynieś, wynieś, pozamiataj” u Balcerowicza, zaczęła się rozsypywać, zanim  na dobre
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze