Smoleńsk był preludium do agresji na Ukrainie

Smoleńsk miał udowodnić, że rząd Rosji może pozbyć się każdego i zawsze. Ja wciąż zaznaczam, że prawdy nigdy się nie dowiemy, ale czuję, że głównym motywem wydarzeń 10 kwietnia 2010 r. było zademonstrowanie, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych - z Jürgenem Rothem, dziennikarzem śledczym, autorem książki „Verschlussakte S.”, rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk

W Pańskiej książce pojawia się informacja, że to wysoki rangą polityk polski miał „bezpośrednio” zlecić generałowi FSB, Jurijowi D., dokonanie zamachu. Kogo miał Pan na myśli?
Nie mogę tego wyjawić. Nie mogę tego zrobić ze względów prawnych. Ten człowiek jest jednak w raporcie źródłowym BND wymieniany z imienia i nazwiska. I w tym raporcie pojawia się informacja, co mówił informator z Polski i co powiedział ten z Rosji. Podkreślam, że  notatka została sporządzona przez pracownika BND na podstawie dwóch niezależnych od siebie źródeł, czyli osób, które się nawet nie znają, nie mają ze sobą nic wspólnego, ale ostatecznie obie dochodzą do tego samego wniosku. Raport ten został przekazany wyżej, czyli osoba, która go spisała, podała go swoim przełożonym. Nie mam wiedzy, co stało się dalej z tym raportem. 

Twierdzi Pan ponadto, powołując się na wspomniany dokument niemieckiego wywiadu, że umieszczenie w Tu-154M ładunków wybuchowych byłoby niemożliwe bez zaangażowania polskich sił.
Ja tylko opisałem to, co stwierdziły źródła, a właśnie to stwierdziły.

Jeżeli jest dwóch informatorów, to czy raport BND np. szczegółowo opisuje, co każdy z nich przekazał?
W dokumencie pojawia się esencja ich wypowiedzi. I ja cytuję tę treść, czyli kto stoi za zleceniem zamachu, kto ze strony FSB się tego podejmuje i gdzie znajdowała się wtedy baza grupy operacyjnej FSB. W raporcie źródłowym BND pojawiają się nawet skany dowodów osobistych obu informatorów funkcjonariusza BND, rosyjskiego i polskiego. To nie jest żadna fałszywka, tylko wiarygodny dokument. Oczywiście w...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: