Szara godzina

Druga połowa lat 50. okazała się okresem przebudzenia narodowego, narastającej debaty między organicznikami a zwolennikami ewentualnej insurekcji

Z dzieciństwa pamiętam określenie „szara godzina”. Była to pora, kiedy już zachodziło słońce, ale jeszcze nie zapadł zmrok. Nie wolno było zapalać światła, a cały dom wydawał się tajemniczy, wręcz groźny. Taką szarą godziną w dziejach Polski były lata 1856–1863, atrakcyjnie opisane przez Barbarę Petrozolin-Skowrońską w pracy „Przed nocą styczniową”. Opowiada ona o ewolucji postaw polskiego społeczeństwa od stanu uśpienia po kolejny zryw powstaniowy. Wykrwawione powstaniem listopadowym, późniejszymi represjami i Wielką Emigracją społeczeństwo Królestwa Polskiego przespało i Wiosnę Ludów, i możliwą koniunkturę międzynarodową w czasach wojny krymskiej. Wśród postaw przeważała bierność, a nadzieje, bardziej niż z własną działalnością, wiązano z nowym carem Aleksandrem II. Ten jednak, oprócz paru pojednawczych gestów, stwierdził brutalnie „Żadnych marzeń!”, sądząc, że zamyka tym „kwestię polską”, tymczasem ją otworzył. Druga połowa lat 50. okazała się okresem przebudzenia narodowego, narastającej debaty między organicznikami a zwolennikami ewentualnej insurekcji. Wraz z rokiem 1860 historia przyśpiesza – dochodzi do licznych masowych demonstracji, a pogrzeby ofiar stają się okazją do jeszcze większych wystąpień. W kwietniu 1861 r. na ulicach Warszawy odbywa się prawdziwa rzeź. Elity dzielą się na zwolenników konspiracji i reform. Próbą zapanowania nad sytuacją był ogłoszony 14 października 1861 r. stan wojenny. Odpowiedź na to stanowiły protesty w kościołach opróżnianych przez wojsko i konspiracja, która rozlała się na prowincję. Jej nieformalnym przywódcą staje się Jarosław Dąbrowski. Jednocześnie margrabia Wielopolski, dzięki koneksjom w Petersburgu, podejmuje próby zwiększenia autonomii królestwa, w którym nastrój gorączki wzmagają zamachy bombowe, sztyletnicze i kolejne egzekucje...
...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: