Strefa Gazy nad Sekwaną

Po zamachu na „Charlie Hebdo” we francuskim parlamencie po raz pierwszy od 1918 r. zaśpiewano „Marsyliankę”, a Francuzi masowo zadeklarowali solidarność z ofiarami i poparcie dla wartości republikańskich. Nikt jednak nie przedstawił rozwiązania problemu z muzułmanami, o którym wiadomo od lat

Ponad 40 proc. Francuzów uważa obywateli wyznających islam za zagrożenie dla tożsamości kraju, a 70 proc. twierdzi, że nie zintegrowali się oni z resztą społeczeństwa – podał w styczniu Francuski Instytut Badania Opinii Publicznej. Tymczasem zwycięstwo wyborcze François Hollande’a w 2012 r. nie byłoby możliwe bez poparcia wyznawców islamu. Socjalistyczny kandydat na prezydenta Francji wyprzedził wówczas Nicolasa Sarkozy’ego o zaledwie 1,1 mln głosów, ale aż  1,7 mln wyborców Hollande’a stanowili wyznawcy Mahometa (93 proc. głosujących muzułmanów poparło Hollande’a). Politycy konstruujący skład rządu zadbali, by znalazły się w nim osoby wywodzące się z tej mniejszości. W gabinecie François Fillona resortem sprawiedliwości kierowała w latach 2007–2009 Rachida Dati, córka Marokańczyka i Algierki. Obecnie ministrem edukacji jest urodzona w Maroku Najat Vallaud-Belkacem. Mimo to muzułmanie mają powody do niezadowolenia. 
Jest dużo, będzie więcej
Nikt dokładnie nie wie, ilu wyznawców Mahometa żyje we Francji. Oficjalnie jest ich 4–5 mln, czyli ok. 7 proc. społeczeństwa. Jednak, jak podaje KAI, nieoficjalne szacunki mówią o dwukrotnie większej liczbie. 5 mln mieliby stanowić przybysze z Algierii, 3 mln z Maroka, 1 mln z Tunezji, 2 mln z czarnej Afryki i 800 tys. z Turcji. Największym muzułmańskim ośrodkiem jest Marsylia. Wyznawcy islamu stanowią tam przynajmniej ćwierć miliona z 860 tys. mieszkańców. Możliwe jednak, że faktycznie mogą oni stanowić nawet 40 proc. mieszkańców. To z tego drugiego co do wielkości miasta Francji pochodzi wielu dżihadystów wyjeżdżających do Syrii i Iraku, by służyć Państwu Islamskiemu. W Marsylii są już dzielnice...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: