Próba sił i solidarności

Kino sensacyjne ze względów dramaturgicznych sięga po sytuację ludzi bez wyjścia. Belgowie, bracia Dardenne, czynią tak z powodów społecznych. Robią kino oszczędne, upozowane na dokument, rekonstruują zachowania prostych ludzi w trudnych chwilach. Raczej nie zatrudniają gwiazd, choć czasem je kreują. 

Pisałem o ich przejmującym „Dziecku”. Obibok sprzedaje noworodka, ale wobec zimnej histerii matki, prostej dziewczyny, zrobi wiele, by wyrwać małego z łap handlarzy. W „Dziewczynie na rowerze” piękna fryzjerka o złotym sercu przyjmuje odpowiedzialność za chłopca porzuconego przez ojca.
W „Dwu dniach…” perspektywa jest szersza. Oglądamy przedmieścia, blokowiska, boiska, domki. W prostej sukience krąży po tym pejzażu Sandra (Cotillard) zwolniona z pracy, podnosząca się z załamania nerwowego. Szefowie podzielili jej kasę między kolegów jako premię. Rzecz już przegłosowano, ale dziewczyna odzyska etat, jeśli zespół zmieni zdanie. Stracona sprawa – Sandra jest bliska samobójstwa, rozsypuje się psychicznie i somatycznie, szczęśliwie wspiera ją mąż (Rongione), nie tylko ze względu na raty do spłacenia. 
Ten film to wędrówka i galeria postaw, emocji, charakterów. Powtarzają się argumenty (trick z premią jest niegodziwy, ale kasa potrzebna każdemu), mimo to napięcie nie spada, bo ludzie są różni. Ktoś płacze, wstydzi się, że głosował przeciw Sandrze. Żona drugiego robi awanturę – z niczego nie zrezygnuje!
Nic do końca nie jest oczywiste, a daremne starania hartują jednostkę. Oglądamy jej kilkanaście spotkań w prawdzie – z przyjaciółmi i wrogami. Cotillard, heroina superprodukcji po obu stronach Atlantyku (odtwórczyni Edith Piaf, role w „Imigrantce”, „Batmanie”), oscarowo sprawdza się w tej skromnej produkcji. Oprócz współczucia jest tu miejsce na analizę mechanizmu. Rządy, korporacje zwracają ludzi przeciw sobie, szukają kozłów ofiarnych. Za socjotechniką stoi też kaprys, ambicja, niechęć. A usunięcie niepokornego osobnika...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: