Jaruzelszczyzna-Komorowszczyzna

Pomnik smoleński ma być dla Komorowskiego tym, czym dla reżimu Jaruzelskiego było w 1983 r. organizowanie obchodów czterdziestolecia powstania w getcie, a rok później czterdziestolecia Powstania Warszawskiego. Porządni ludzie bojkotowali te inicjatywy, szpicle i koniunkturaliści firmowali je swoimi nazwiskami

Z pewnego punktu widzenia prezydent Bronisław Komorowski znajduje się w sytuacji przypominającej problem, przed jakim trzydzieści lat temu stał były I sekretarz PZPR Wojciech Jaruzelski. Notabene ten ostatni był miłym gościem Belwederu, zapraszanym na narady elity władzy III RP, czyli funkcjonariuszy polskiej wersji postkomunizmu.
Jaruzelski miał wielkie trudności w nawiązaniu kontaktu ze środowiskami patriotycznymi, wykluczającymi współpracę z powodu zamordowania Solidarności i restalinizacji „realnego socjalizmu”.
Komorowski ma podobne trudności z powodu roli, jaką przed 2010 r. odgrywał w obronie WSI, jako formacji spenetrowanej przez GRU, i z powodu tego, że po katastrofie smoleńskiej rzucił się z iście bolszewicką gwałtownością do przechwytywania prerogatyw prezydenckich. Szczególnie tej ich części, która umożliwiła mu zawładnięcie II częścią raportu z weryfikacji WSI. Prowadzone pod jego auspicjami ataki na krzyż na Krakowskim Przedmieściu pokazały wszystkim, którzy nie zamykali oczu na tę obrzydliwość, że oto na czele państwa stanął człowiek niegodny moralnie i pozbawiony odpowiednich kompetencji, ale mający najważniejszą dla Układu III RP cechę – wierność aliansowi Okrągłego Stołu.
W duchu Lenina – bez zmian
Ta sytuacja dowodzi niezmiennej skuteczności „nieśmiertelnych nauk” Lenina, że dla utrzymania władzy można zmienić wszystko, aby tylko w głównych strukturach państwa, a szczególnie służbach specjalnych, utrzymać kierowniczą rolę Układu (dawniej WKPb). To dlatego Komorowski publicznie i prywatnie (tajnie) przyjmował Jaruzelskiego w Belwederze, to dlatego inni funkcjonariusze Układu, tacy jak Adam...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: