Saturnalia 2014

„Tęczowe armie” i wspomagający je „prawdziwi Europejczycy”, wychowani na politycznej poprawności, zaczęli nawoływać w internecie do bojkotu piwa marki Ciechan i wylewania go przed kamerami. Samego producenta niemalże zlinczowano słownie. To nic innego jak zawoalowana agresja, rodzaj ataku wirtualnego, który ma podeptać i zniszczyć tego, kto się ze zboczeńcami nie zgadza

Henryk Walezy, nasz niezbyt udany „malowany król”, uciekł z Polski do bardziej dla niego zrozumiałej, „europejskiej” Francji, zakrywając przy tym uszy, by nie słyszeć ciągnącego się za nim okrzyku starosty oświęcimskiego: „Najjaśniejszy Panie, czemu uciekasz?”. Nad Sekwaną oddał się swoim ulubionym homoseksualnym ekscesom. Kobiecy sposób noszenia się i ubierania króla, dbałość o wygląd, kolczyki w uszach i zniewieściałość obejścia szły razem z upodobaniami względem chłopców.
Tłum jego bliskich zauszników, zwanych mignons, składał się z dwóch grup. Jedną tworzyli faktyczni specjaliści od spraw politycznych, drugą – grupa kochanków otaczających władcę lubieżnym wianuszkiem. Żona monarchy Luiza Lotaryńska nie mogła liczyć na sypialniane dowody męskości męża, gdyż ten wolał ubierać się w sukienki z dużymi dekoltami i kręcić biodrami przed stadem upudrowanych faworytów o fryzurach pełnych loczków i długich, trzepoczących, farbowanych rzęsach. Odkąd zresztą zmarła jego prawdziwa miłość w wydaniu kobiecym, Maria de Clèves, płeć piękna w ogóle przestała go interesować.
Oswajanie zboczenia
Jednak nawet wtedy, gdy królowie pokroju Henryka Walezego oddawali się homoseksualnym praktykom, w całym świecie obowiązywał prosty, czytelny system moralny, a sodomia była grzechem nie tylko w oczach Kościoła, też także zwykłych, prostych ludzi. Nikomu by na myśl nawet nie przyszło, żeby publicznie stawiać ją na równi z Bożym, naturalnym porządkiem rzeczy, w którym akt seksualny między kobietą i mężczyzną prowadzi do prokreacji.
Zresztą nawet „homoseksualizm” – jako...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: