Schetyna woli bijatykę od dyplomacji

Grzegorz Schetyna wykorzystał awans na ministra spraw zagranicznych, by wzmacniać swoją frakcję polityczną w PO. Jednak Donald Tusk szybko utarł mu nosa, odmawiając korekty list kandydatów PO w wyborach samorządowych i nie wpuszczając na nie ludzi Schetyny. Ale to tylko przegrana bitwa. – Kiedy Grzegorz Schetyna został namaszczony na ministra, a Bogdan Zdrojewski wysłany do Parlamentu Europejskiego, ten pierwszy może ponownie zostać szefem dolnośląskiej PO – uważa senator Platformy Jan Rulewski

Kiedy Grzegorza Schetynę mianowano ministrem spraw zagranicznych, a jego najbliższego współpracownika Andrzeja Halickiego szefem resortu administracji i cyfryzacji, wiele osób tłumaczyło to tym, że Ewa Kopacz, będąc politykiem dużo mniej charyzmatycznym niż Donald Tusk, chce powołać sobie „rząd jedności PO”, który będzie łączył wszystkie frakcje i zapewni jej spokój do końca kadencji. W to, że Schetyna obłaskawiony ministerstwem odpuści walkę o władzę, wierzyła nawet część polityków PO.
Zupełnie inaczej zapatrywała się na całą sytuację wrocławska Platforma Obywatelska. W regionie wszyscy od razu wiedzieli, że dla przeciwników Schetyny przyszły ciężkie czasy. – Miała miejsce jedna symboliczna scena: przez wrocławskie biuro partii szedł sobie Michał Jaros. Z drugiej strony szli Schetyna, poseł Jarosław Charłampowicz i były europoseł Piotr Borys. Jaros powiedział im: cześć. Skinęli mu głowami, za moment wsiedli do windy. Wtedy Jaros podbiegł i chciał się z nimi zabrać. Ale Schetyna popatrzył na niego i powiedział „Nie, nie, nie. Dla ciebie już tu nie ma miejsca” – relacjonuje nam jeden z wrocławskich polityków. 
A inny przytacza zdecydowanie dosadniejszy dowcip: „Czego nie można kupić w okolicy biura PO? Pampersów. Bo Protasiewicz i jego ludzie tak się posr… przed Schetyną, że wszystkie wykupili!”.
Polityka zagraniczna 
w „Gazecie Wrocławskiej”
O tym, że Schetyna nie da się „zaspokoić” resortem spraw zagranicznych,...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: