Chytra baba z Radomia zostanie premierem

Poniedziałek rano. Przyjeżdża minister. Zwołuje dyrektorów departamentów, pyta, czy są postępy. Tych oczywiście, jak zwykle, nie ma, bo resort od dłuższego czasu funkcjonuje fatalnie. Minister w spazmatycznym geście pada na fotel. Płacze. Spazmuje. Trzeba ją długo uspokajać – tak opisują działanie Ministerstwa Zdrowia osoby, które miały okazję pracować z Ewą Kopacz. – Wymyśliła ona nieznany do tej pory rodzaj zarządzania. Zarządzanie przez histerię – wspomina jedna z nich 

Z jednej strony kariera Ewy Kopacz to klasyka – polityk mozolnie pnie się po kolejnych szczeblach, następują dalsze awanse. To, że nie  było tu jakiegoś cudownego skoku, jak w wypadku innych
[pozostało do przeczytania 93% tekstu]
Dostęp do artykułów: