Bądź wierny. Idź

Komunistycznej atomizacji przeciwstawiałem hasło z Deklaracji Wolnych Związków Zawodowych: „Wzywamy wszystkich do solidarności w walce o lepszą przyszłość” i opisywałem jej sukces: „»Solidarność« – hasło gdańskiego strajku stało się imieniem Związku. Wielki ruch »Solidarności« ogarnął całą Polskę. Stał się dziesięciomilionową potęgą popieraną przez cały naród. Dokonała się najpiękniejsza w historii Polski rewolucja”.

Tak wiosną 1981 r. czułem i myślałem nie tylko ja; tę wiarę i pogląd podzielały miliony Polaków. Byliśmy pełni dobrej woli i nadziei. Ale przeciw sobie mieliśmy nie tylko szantażujące cały świat Imperium Zła, ale i rodzimych zdrajców, gotowych do zamordowania „Solidarności”, do nowych zbrodni na Polsce. Targowica ogłosiła nas wyjętymi spod prawa „elementami antysystemowymi” i uwięziła w obozach, a całej Polsce narzuciła stan paraliżującego zamrożenia.

Myśleliśmy wtedy, że chwila upadku komuny stanie się momentem narodowego zrywu na rzecz wolności i niepodległości; że zdrajcy, zbrodniarze i złodzieje ze strachu przed demokracją sami uciekną do Moskwy, a nową Polską będą rządzili patrioci. Nie przewidzieliśmy, że „nasi bohaterowie” – Wałęsa, Mazowiecki, Bujak, Kuroń, Michnik, Frasyniuk, Geremek i legion podobnych – okażą się sojusznikami oprawców, organizatorami PRL-bis, obrońcami postkomunistycznego układu; że „okrągły stół” stanie się nową targowicą, gorszą niż ta sprzed dwustu lat, bo narzuconą Polsce już nie siłą rosyjskiego żołdactwa, lecz własnym wyborem samozniewolenia.

Dlaczego oni to zrobili? Ci, którzy służyli komunistycznej policji politycznej, jako jej agenci nie chcieli wolności ze strachu przed hańbą i wyrzuceniem z kręgu beneficjentów. Pożyteczni idioci dali się uwieść tłumiącej rozsądek pysze i żądzy władzy. Tacy jak Kuroń cynicznie obliczyli, że postkomunizm gwarantuje im utrzymanie uprzywilejowanej pozycji, a na pełnej wolności i demokracji mogą tylko stracić. Do tej koalicji szybko dołączyli ambitni...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: