Wystąp

ZAPISKI STARUCHA \ Jarosław Marek Rymkiewicz

Tadzia Minca i jego żonę Danusię Majdę poznaliśmy pod koniec lat pięćdziesiątych i zaraz się zaprzyjaźniliśmy. To byli przez lata nasi najlepsi przyjaciele. Danusia była aktorką w łódzkim teatrze Kazimierza Dejmka. Była niewielkiego wzrostu, trochę korpulentna i idealnie nadawała się do komediowych ról subretek. Patrzyłem z podziwem (i z zazdrością), jak na plaży w Lisim Jarze wykonywała w powietrzu potrójne salto do tyłu. Gdyby była Włoszką, to zaangażowałby ją Fellini. Tadzio też był aktorem w Teatrze Nowym – pamiętam go jako znakomitego Szczęsnego w „Horsztyńskim” Słowackiego – ale niszczyła go trema – kiedy miał wyjść na scenę, bił za kulisami głową w ścianę, żeby opanować strach, i ostatecznie został reżyserem. Nasza przyjaźń była trochę dziwna, bo ciągle się kłóciliśmy, a powodem tego były różnice w poglądach politycznych. Danusia pochodziła z warszawskiej rodziny robotniczej i poglądy miała socjalistyczne, Ewa i ja mieliśmy poglądy konserwatywne, a Tadzio,
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze