Dwóch Putinów i epidemia szaleństwa

Smoleńsk \ Przemysł pogardy i manipulacji

Trudno zliczyć, ile słów zużyto w ciągu ostatnich czterech lat, by nas przekonać, że zamachu w Smoleńsku nie było i być nie mogło także i przede wszystkim dlatego, że nikt nie miał racjonalnego motywu, by go dokonać, a już szczególnie Rosja i jej przywódca Władimir Putin Nie mieści się w głowie, że mógłby on być zdolny do tak nikczemnego czynu. A poza tym, dlaczego miałoby mu zależeć na śmierci Lecha Kaczyńskiego, który według rodzimego i zagranicznego „przemysłu pogardy” był prezydentem nic nieznaczącym, niewartym uwagi i zachodu, z góry skazanym na porażkę w zbliżających się wówczas wyborach? I tylko nie do końca było wiadomo, dlaczego Lecha Kaczyńskiego tak bardzo atakowano, dlaczego cały ów „przemysł” powstał, skoro można przecież było go po prostu zignorować, przeczekać, zlekceważyć. Liczba i zaciekłość wrogów prezydenta Kaczyńskiego najlepiej pokazują, jak bardzo takie lekceważące oceny mijały się z rzeczywistością. Były one częścią wojny, jaką

     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze