Groźny rozpad

I wojna światowa, której 100-lecie wybuchu będziemy obchodzić w tym roku, całkowicie przemeblowała mapę Europy. Po 1918 r. powstały nowe państwa, w tym dwa sztucznie utworzone: Czechosłowacja i Jugosławia.

Już wkrótce zaczęły się one rozpadać. W 1938 r., przy akceptacji Francji i Anglii, nastąpił rozbiór pierwszego z nich, a trzy lata później, po agresji Niemiec, podzielono drugie. Po II wojnie światowej oba kraje zostały odtworzone, choć Czechosłowacja utraciła Ruś Zakarpacką na rzecz ZSRS, a Jugosławia uzyskała Istrię i Zadar kosztem Włoch. Przeżyły one jako całość do początku lat 90., aby w końcu całkowicie się rozpaść. Nasz południowy sąsiad podzielił się na dwa kraje, i to w sposób łagodny, nazywany „aksamitnym rozwodem”. Jednak drugie państwo słowiańskie podzieliło się aż na siedem osobnych organizmów. Na dodatek „po bałkańsku”, czyli w sposób krwawy. Przez kilka lat trwała wojna, a żadna ze stron nie cofała się przez ludobójstwem, nazywanym eufemistycznie „czystkami etnicznymi”. Symbolem tego stała się zagłada Chorwatów w Vukovarze i Bośniaków w Srebrenicy.
Miałem okazję zapoznać się z tym wszystkim, gdy w 1993 i 1994 r. uczestniczyłem w konwojach humanitarnych do Sarajewa. Rok później podobne spustoszenia, dokonane tym razem przez Rosję, widziałem w Czeczenii, a w 1999 r. w Albanii, do której dotarły setki tysięcy uchodźców z Kosowa.
Dzisiaj wszystko to, co dzieje się tuż za naszą wschodnią granicą, jest nieprzewidywalne. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Leje się krew, i to po obu stronach. Warto się więc zastanowić, jaka będzie przyszłość naszego sąsiada. Czy przetrzyma kryzys, który ma już charakter wojny domowej? Czy 45-milionowy naród, tak bardzo wewnętrznie podzielony, będzie mógł żyć nadal razem, czy się podzieli? A jeśli się podzieli, to czy będzie to wariant czechosłowacki, czy też, nie daj Boże, jugosłowiański? Już teraz widać, jak zawiodła polityka UE. Polska musi więc wypracować własną strategię...
[pozostało do przeczytania 14% tekstu]
Dostęp do artykułów: