Za dziesięć lat dołączymy do Europy

Zostaniemy taką dziesięcioprocentową Resztą. Ale to wcale niemało. Musimy zatem zachować silne rodziny, tworzyć środowiska i zaczynać wychodzić do pogubionych

Jadę do Leszna. W radiu jakiś facet mówi o powstawaniu płyty. Kosmiczny poziom samozachwytu sprawia, że robię głośniej. O banałach mówi tak, jakby opisywał Genesis. Zasłuchanie w swój głos, nieposkromiona pycha. Po chwili okazuje się: Nergal.
Rok temu we Wrocławiu po kolejnej konferencji rekolekcyjnej przychodzi na rozmowę kobieta. Okazuje się, że jest w trakcie egzorcyzmów. Bywalczyni transowych imprez techno. Inicjowana w demoniczne, japońskie uzdrawianie reiki. Na początku wszystko przebiega normalnie, kiedy jednak zaczynam opisywać inne jej zaangażowania jako groźne dla ducha, kobiecie zmienia się twarz i zaczyna syczeć. Patrzę jej w oczy – są to oczy innej osoby niż ta, z którą rozpocząłem rozmowę. Drugi raz w życiu w takiej sytuacji poczułem strach. Na wszelki wypadek wcisnąłem się w oparcie krzesła, wcześniej jednak przesuwając je tak, by mnie od niej oddzielało.
Osoby opętane to jednak tylko margines działalności złego ducha. Jego nadzwyczajne działanie dotyka jedynie co setnej osoby w normalnych zbiorowościach. Największym jego zwycięstwem jest, jeśli ludzie w swojej masie zaczynają wierzyć, że go nie ma. Jeszcze dziesięć lat temu w istnienie diabła wierzyło 43 proc. Polaków. Dziś 28 proc.
Do kościoła w miarę regularnie chodzi 45 proc. mieszkańców naszego kraju i mniej więcej tyle wierzy w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jednak w niebo, sprawiedliwy sąd po śmierci, nieśmiertelność duszy wierzy tylko co trzeci Polak. A są to podstawowe prawdy wiary.
Rozmawiałem z kapłanami z Niemiec, Belgii, Anglii i Irlandii. Sytuacja Kościoła z ich perspektywy jest dramatyczna. Szczególnie ci ostatni mają dużo niepokojących uwag, które dotyczą, jak sądzę, również Polski. Trzydzieści lat temu sytuacja w Irlandii wyglądała tak jak dziś nad Wisłą. W miarę pełne...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: