Archiwa nie giną

Grudzień 1989 r. W Mińsku Mazowieckim nieopodal Warszawy, w jednostce wojskowej, trwa pośpieszne niszczenie akt Wojskowej Służby Wewnętrznej. Żołnierze, którzy są przekonani, że palą oryginały tajnych dokumentów, nawet nie przypuszczają, że zostały one wcześniej sfilmowane, a jedna z kopii trafiła do Moskwy

Rozkaz skopiowania tajnych akt wydał ówczesny szef WSW gen. Edmund Buła: po sfilmowaniu przekazał je wojskowym służbom ZSRS, czyli GRU. Stało się to w 1988 r., kilka miesięcy przed rozpoczęciem operacji niszczenia dokumentów. Podobna sytuacja miała miejsce w cywilnych służbach, gdzie najpierw sfilmowano akta przeznaczone do brakowania, a dopiero później je spalono.

Brakowanie pod „okrągłym stołem”
Kilka dni temu w „Gazecie Polskiej Codziennie” Grzegorz Wszołek ujawnił dokumenty krakowskiej Służby Bezpieczeństwa ‒ „Plan niszczenia dokumentów Wydziału C WUSW Kraków”. Potwierdza on, że pomysł masowego niszczenia dokumentów narodził się w czasie, gdy trwały rozmowy pomiędzy opozycją a władzą PRL-u na temat stworzenia Okrągłego Stołu. Były one prowadzone m.in. w podwarszawskiej Magdalence, w ośrodku należącym do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Na archiwalnych zdjęciach widać w doskonałych humorach m.in. Adama Michnika, Lecha Wałęsę, Czesława Kiszczaka i Tadeusza Mazowieckiego – uczestników okrągłostołowych rozmów.
W 1988 r, ministrem spraw wewnętrznych był Czesław Kiszczak, który wiele lat służył w wojskowej bezpiece. To właśnie on był pomysłodawcą zniszczenia archiwów, ponieważ – jak sam stwierdził w rozmowie z Tadeuszem Mazowieckim – „są w nich rzeczy kompromitujące nie resort i ludzi ze Służby Bezpieczeństwa, tylko byłą opozycję”. Czesław Kiszczak doskonale wiedział, o czym mówi – nie bez powodu był tyle lat nadzorcą tajnych służb. Gdy rozpoczęła się lustracja, potwierdziły się jego słowa – w rządach III RP zasiadali opozycjoniści, którzy w archiwach komunistycznej bezpieki figurowali jako tajni...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: