Boże pszczoły

W ubiegłym tygodniu Kraków pożegnał dwie osoby, do których określenie „Boże pszczoły” pasuje idealnie. Pierwszą z nich była Barbara Niemiec ps. „Marysia”, doktor polonistyki i nauczyciel akademicki, a zarazem legenda małopolskiej Solidarności. Poznałem ją w stanie wojennym w Duszpasterstwie Ludzi Pracy w Nowej Hucie-Mistrzejowicach. Była członkiem tajnej komisji związkowej na Uniwersytecie Jagiellońskim, a zarazem wykładowcą Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego oraz redaktorem i kolporterem „bibuły”.

W latach 90. była też wiceprzewodniczącą Regionu Małopolska i redaktorem prasy związkowej. Kariery politycznej nie zrobiła, ale ideałom Solidarności była wierna do końca. Jednoznacznie opowiedziała się za lustracją, współtworząc małopolską grupę „Ujawnić Prawdę” i badając akta enerdowskiej Stasi, za co spotykały ją przykrości. Była przy tym osobą bardzo religijną, skromną i nadzwyczaj uczynną. Nie założyła rodziny, ale jej rodziną była parafia na krakowskim Osiedlu Oficerskim, której służyła, jak tylko mogła. Znana była z tego, że ustawicznie modliła się za księży. Nic więc dziwnego, że tak wielu przybyło na jej pogrzeb.
Drugą z „Bożych pszczół” była Irena Łazarska, też doktor, tyle że chemii. Była żoną Eustachego, krewnego abp. Józefa Teodorowicza ze Lwowa. Gdy wybuchł stan wojenny, wraz z grupą koleżanek ze środowisk akademickich zgłosiła się do pomocy represjonowanym robotnikom. Powstał wówczas samorzutnie Arcybiskupi Komitet Pomocy Uwięzionym i Internowanym, któremu ks. kard. Franciszek Macharski udzielił gościny w kurii krakowskiej. Przez ręce Ireny przechodziły setki spraw, z pozoru bardzo prozaicznych, ale dla rodzin osób represjonowanych i wyrzucanych z pracy bardzo ważnych. Będąc z natury osobą pogodną i życzliwą, pełną empatii, stawała się dla swoich podopiecznych wręcz rodzoną siostrą. Aktywności społecznej nie zaniechała po 1989 r., angażując się w prace komitetów obywatelskich.
Wspominając obie szlachetne...
[pozostało do przeczytania 13% tekstu]
Dostęp do artykułów: