Strzały w stopę

Przeczytałem na blogu posła Ryszarda Czarneckiego jego artykuł pt. „Polska wobec Ukrainy”. Autor z przekąsem ocenia w nim ludzi upominających się o prawdę o ludobójstwie dokonanym na Kresach Wschodnich. Co więcej, w podsumowaniu wrzuca ich do jednego worka z prezydentem Bronisławem Komorowskim i premierem Donaldem Tuskiem, oskarżając, że „nie grają w drużynie obrony polskiej racji stanu”. Dawno już nie czytałem tak niesprawiedliwej oceny.

Osobiście dziwię się autorowi, będącemu zięciem gen. Mirosława Hermaszewskiego, którego UPA chciała zamordować jako 1,5-roczne dziecko w marcu 1943 r. we wsi Lipniki na Wołyniu. Gdyby nie bohaterstwo matki niemowlęcia, ciężko postrzelonej przez banderowca, to nigdy nie urodziłaby się żona pana posła. Więcej więc szacunku i zrozumienia dla tych, którzy uważają, że sojusz polskich polityków z neobanderowcami z partii Swoboda, a zwłaszcza ze skompromitowanym jej szefem, Ołehem Tiahnybokiem, jest bardzo niebezpieczny dla Polaków, którzy nadal mieszkają na Ukrainie. Przed zbliżającymi się wyborami poseł Czarnecki niewątpliwie strzelił sobie (jak i partii) w stopę, bo za kilka miesięcy o głosy będzie musiał prosić potomków nie napastników, lecz ich ofiar.
Strzałem w stopę jest też apel Stowarzyszenia Wolnego Słowa o składanie datków na pokrycie kosztów podróży i zakwaterowania Zbigniewa Bujaka, który ma być obserwatorem na Zjeździe Euromajdanów w Charkowie. To zaskakująca sprawa.
Bujak nie jest bowiem człowiekiem biednym. Był posłem przez kilka kadencji oraz jednym z trzech założycieli Agory SA, która wydaje „Gazetę Wyborczą”. Z kolei w 1999 r. za rządów premiera Jerzego Buzka otrzymał, pomimo braku kwalifikacji, świetnie płatną synekurę w postaci posady prezesa Głównego Urzędu Ceł. Obecnie, jak czytam w Wikipedii, jest wykładowcą na Uniwersytecie Warszawskim, a tam też źle nie płacą. Poza tym, Charków nie leży na innym kontynencie, a z Warszawy – co wiem z autopsji – są niezbyt drogie połączenia...
[pozostało do przeczytania 12% tekstu]
Dostęp do artykułów: