Rozcinać, a nie pielęgnować wrzody

Dyplomacja watykańska uchodziła zawsze za jedną z najlepszych na świecie. Wielowiekowe tradycje, wypracowane metody, staranny dobór kandydatów, z których większość kończyła istniejącą od 300 lat Papieską Akademię Kościelną w Rzymie. Dlatego tak ogromnym zaskoczeniem jest sprawa abp. Józefa Wesołowskiego, pracującego w dyplomacji watykańskiej od 33 lat. Był on już nuncjuszem w kilku krajach, ostatnio na Dominikanie, łącząc to z posługą delegata papieskiego na Haiti i Portoryko. Jeżeli tylko część postawionych mu zarzutów okaże się prawdziwa, to byłyby one ogromnym ciosem dla prestiżu Stolicy Apostolskiej. Albowiem kto jak kto, ale nuncjusz, czyli wysłannik samego Ojca Świętego, winien być poza wszelkimi podejrzeniami. Poza tym, to przecież on ma być w danym kraju „uchem i okiem” Watykanu, reagującym na ewentualne nieprawidłowości w lokalnym Kościele. A tutaj stało się odwrotnie, bo to kardynał i rektor uniwersytetu katolickiego z Santo Domingo zareagowali zdecydowanie na niewłaściwe
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze