Optymalny

Nie robił wielkich świństw, gdy mógł, pomagał ludziom, starając się być miły dla wszystkich. Nigdy się nie zbuntował.   Jan Brzechwa nie był typowym „dzieckiem szczęścia”. W jego życiu nie brakło niespełnienia, niesprawiedliwych krytyk czy niebezpieczeństw. Był jednak jak na swoje czasy – „optymalnym”. Przynajmniej taki obraz wypływa z książki Mariusza Urbanka „Brzechwa nie dla dzieci”. Niezmiennie zamożny, ustosunkowany, dobrze wychowany, „arbiter elegantiarum”, poruszający się i mówiący z wdziękiem przedwojennego adwokata, którym faktycznie był. Jednocześnie prawie zawsze na fali. Gdy inni staczali się lub podpadali – on zarabiał pieniądze. Jan Lesman, urodzony w 1898 r. (w oficjalnych papierach odmłodził się o dwa lata, ze sprawnością, z jaką wymieniał w swoich kolejnych antologiach wiersze niepasujące do kolejnego etapu), za radą swojego stryjecznego brata Bolesława Leśmiana (starszego i wybitniejszego) przyjął pseudonim Brzechwa. Nieprawdopodobnej lekkości i zręczności pióra
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze