Zielone światło dla homosceptyków!

Liderem hiszpańskiego kina, u nas odkrytym przez Festiwal Warszawski, jest Pedro Almodóvar. Specjalizuje się on w komplikacjach uczuciowych maniaków, prostytutek, transwestytów, homoseksualistów, zakonnic, księży, policjantów, torreadorów, uwodzicieli, porywaczy kobiet. To softprorok tęczowej rewolucji, skandalista, ale też poeta, humanista kina. Szemranych bohaterów bez zasad pokazuje w aurze sentymentalnej, by widz ich polubił. Tym nas uśpił, po nim wkroczyli twardsi uzurpatorzy tęczowej poprawności. Pisałem dobrze o jego „Volver”, w którym matki i córki odkrywają solidarność przeciw chłopom, a już krytycznie o perwersyjnym horrorze. „Skóra, w której żyję”. „Przelotnych kochanków” obejrzałem z odrazą i rozbawieniem, a gdy się okazało, że reżyser rozzłościł tym filmem hiszpańskich gejów, uśmiech przeważył. Dosłownie i w przenośni czyni bowiem Almodóvar grubą nieprzyzwoitość i kpi ze stanu Europejskiej Wspólnoty i z zasad politycznej poprawności. Z powodu karesów obsługi lotniska
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze